Koszmary architektury

Wypromuj również swoją stronę
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
nadesłane:
W Czechach, tuz za austriacką granicą, w miejscowości Ceske Velenice stoi takie oto dzieło :D
Budynek z początku XX w. został "zgwałcony" w czasach raczkującego kapitalizmu przez jakiegoś nawiedzonego popaprańca :-(


środa, 07 kwietnia 2010
Nie wiem co pan Gołebiewski zrobił panu burmistrzowi Karpacza za zgodę na postawienie czegoś takiego:

podobnie jak nie wiem co pan Gołębiewski zrobił architektowi, że mu w odwecie takie coś zaprojektował:

ale wszystko budzi przerażenie.
pisałem już o tym obiekcie kiedyś, mając przed oczami wizualizację. niestety rzeczywistość okazała się wielokrotnie gorsza.
i dalej nie rozumiem jak w takim miejscu można było zlokalizować takie monstrum ( może by się wypowiedział prokurator) i jakie trzeba mieć "zdolności twórcze", aby coś tak koszmarnego zaprojektować.
piątek, 26 marca 2010
w ciągu ostatnich miesięcy dostałem kilkadziesiąt donosów na ten budynek, który jak się miesiąc temu okazało, został wyróżniony Makabryłą Roku 2009.
i słusznie


szczególnym powodem wyróżnienia projektantów ( Oleksy & Polaczek) powinna być dbałość o rozwój i utrwalanie więzi międzysąsiedzkich.


piątek, 12 marca 2010
czwartek, 04 marca 2010
dzisiaj więcej tekstu:
z forum dyskusyjnego
o tym jak się buduje w Irlandii:
"Żeby kupić w Irlandii działkę w celu wybudowania na niej domu musisz spełnić kilka warunków. Oprócz oczywistej zdolności kredytowej i posiadania wkładu własnego w wysokości 10-20% jest sporo schodów. Po pierwsze musisz znaleść działkę. Wydawałoby się proste ale tak nie jest. W internecie jest mało ogłoszeń bo ludzie tutaj są w tym temacie zacofani. Możesz poszukać na dafcie albo na myhome.ie ale od razu uprzedzam, że większość ogłoszeń tam zwartych jest nieaktualna jeśli chodzi o działki. Najlepszą metodą jest przejść się po agencjach nieruchomości oraz wziąć samochód i ruszyć w trasę. Przy drodze można napotkać ogłoszenia Site for Sale, często jest tak, że agentem sprzedającym jest ktoś ktoś lokalny, który nie ma nawet strony internetowej. Jeśli znajdziesz już kawałek ziemi to masz kolejny problem. Teraz musisz dowiedzieć się na terenie jakiego county leży ta działka i jakie są plany zagospodarowania terenu dla niej. W Irlandii jest tak, że każde county ma swoje przepisy odnośnie planing permissions (pozwoleń na budowę). Ja chciałem się budować w Kilkenny więc dam ci przykład jak to tu wygląda.

W Kileknny całe county jest podzielone na trzy regiony: 1. Większe miasta i ich bezpośrednie okolice, 2. Tereny o spadającej populacji, 3. Tereny rolnicze czyli cała reszta. Żeby wybudować dom na terenie strefy 1 bądż 3 musisz spełniać określone warunki. Po pierwsze musisz pochodzić z tego terenu. Musisz się tam urodzić, twoja rodzina musi tam miesszkać od lat. Ewentalnie możesz mieszkać np. w Dublinie ale być z Kileknny i chcesz teraz wrócić w rodzinne strony. W strefie 3 dodatkowo, oprócz pochodzenia twoim podstawowym źródłem dochodu w ostatnich 5 latach musi być działalność rolnicza bądź coś z nią związanego. Więc generalnie od razu możesz zapomnieć o budowaniu w najlepszych lokalizacjach bo nie spełniasz warunku pochodzenia. Nie dostaniesz pozwolenia na budowę czegokolwiek.

Zostają ci tylko strefy o spadającej populacji. Tam budować może się każdy ale też pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim dom który chcesz budować musi wkomponować się naturalnie w istniejące już otoczenie. Jeśli sąsiedzi mają parterówki a ty chesz wybodować piętrowy - nie dostaniesz pozwolenia. Jeśli same piętrowe domy a ty chcesz parterówkę - nie dostaniesz pozwolenia. Jeśli wszystkie domy są białe a ty chcesz postawić czerwony - nie dostaniesz pozwolenia. Jeśli chcesz wyciąć z działki sporo drzew - nie dostaniesz pozwolenia. Po prostu twój dom nie może być drastyczną ingerencją w lokalne śodowisko i otoczenie.

Jeśli już dobierzesz odpowiednio projekt, kolor domu etc. kolajną sprawą jest wjazd na działkę. Jak pewnie zauważyłeś w Irlandii domy stoją byle gdzie, poza miastami nie ma specjalnych osiedli domków i każy stoi mniej więcej w szczerym polu. Z tego też powodu wjazd na każdą posesję jest bezpośrednio z drogi głównej. I teraz, w zależności od ograniczenia prędkości na danej drodze twój planowany wjazd na twoją działkę musi zapewnić ci odpowiednią widoczność przy włączaniu się do ruchu tak abyś nie stwarzał zagrożenia. Jest na to tabelka, że np. przy 80km/h na drodze musisz mieć po 80 czy 100m widoczności w obie strony od twojego wjazdu. I tutaj kłania się znowu dobre wybranie działki czyli nie na zakręcie, nie na górce, nie z gęstymi krzaczorami wzdłuż drogi. To jest bardzo ważne, jeśli nie spełnisz tego warunku - nie dostaniesz pozwolenia. Dodatkowo, w myśl zasady znikomej ingerencji w istniejące środowisko, jeśli na działce masz gęste krzaki wzdłuż drogi, lokalne county council nie pozwoli ci ich wyciąć bo to za duża ingerencja by była. Jak nie wytniesz nie będziesz miał widoczności czyli nie spełnisz warunku o włączaniu się do ruchu czyli nie dostaniesz pozwolenia.

Jak więc widzisz, schodów już na dzień dobry jest sporo. Są to niekiedy absurdalne wręcz rzeczy ale uwierz mi, tak to już oni mają i nie przeskoczysz decyzji urzędników. Sam się starałem, starało się kilku moich znajomych z pracy i zawsze były problemy.

Teraz, jeśli uda ci się znaleść kawałek ziemi w dobrej lokalizacji, z dobrym wjazdem i odpowiedniej okolicy to wtedy umawiasz się ze sprzedającym na kupno działki subject to planing permission. Wpłacasz mu zwrotną zaliczkę i udajesz się do architekta. On za drobną (2000-3000e w 2007r, teraz pewnie taniej bo recesja) opłatą zrobi ci projekt twojego domu w celach pozwolenia na budowę. Dodatkowo musisz na działce przeprowadzić test (nie pamiętam nazwy) wód gruntowych. Chodzi o to, że kopiesz dziurę na 2m i patrzysz jak szybko zapełnia się wodą. Jest to robione pod nadzorem inżyniera, który kosztuje parę stów. Nie można budować się na terenach bardzo podmokłych więc jeśli twoja działka oblewa ten test - zapomnij o budowie w tym miejscu. Z projektem od architekta składasz podanie do county council o planning permission, na sajcie stawiasz tabliczkę informującą ze wszystkimi szczegółami że starasz się o pozwolenie oraz w lokalnej gazecie dajesz ogłoszenie, że się budujesz tu i tu etc. Teraz masz chyba 12 tygodni na oprotestowanie twojej aplikacji. Generalnie każdy może wnieść skargę, że mu się coś nie podoba. County council musi ją wtedy rozpatrzyć i albo oddalić albo wziąść pod uwagę. Komuś się może np. nie podobać, że budujesz za wysoki w jego mniemaniu dom. Twój projekt jest cały czas do wglądu dla każdego. Jeśli nie ma protestów to w ciągu 12 tygodni county coucil wydaje decyzję o pozwoleniu na budowę.

Są trzy możliwości. Odmowa, akceptacja i akceptacja z warunkami. Pierwsza jest straight forward, dostajesz odmowę z podaniem przyczyn. Jeśli dostajesz akceptację to hip hip hurra, możesz się budować. Możesz też dostać akceptację warunkową i to jest najczęstszy przypadek. Warunki jakie może ci postawić county coucil są różne. Może to być np. zmiana koloru dachówek, zmiana koloru domu, zmiana koloru okien i drzwi. Może to też być zastrzeżenie, że po wybudowaniu domu nie możesz go sprzedać w ciągu następnych 5 lat. Kolejnym częstym warunkiem jest wykorzystanie np. instniejących na działce materiałów przy budowie domu (np. musisz rozebrać część starego muru granicznego albo jakąś starą szopę - musisz wtedy te kamienie bądź deski jakoś wykorzystać ponownie, coś z nich zbudować gdzieś na działce). Inną sprawą jest np. jeśli musisz wyciąć jakąś niewielką ilość krzaków czy drzew mogą ci kazać posadzić na to miejsce nowe sadzonki określonych gatunków roślin. To są najczęstsze warunki z jakimi się spotkałem.

Tak to mniej więcej wygląda na starcie. Masa załatwiania, spore koszty na początek bez jakiejkolwiek gwarancji sukcesu. Jeśli nadal myślisz o budowie domu - przemyśl to raz jeszcze."
a mimo to wychodzi czasami tak:



17:51, raider55
Link Komentarze (19) »
sobota, 27 lutego 2010
Grunt to kupić apartament w pięknym otoczeniu

Residence Opole - apartamentowiec z dziobem w wysokim standardzie - otoczenie substandard
poniedziałek, 15 lutego 2010


a w pobliżu chyba zniknął jakiś pałac
niedziela, 07 lutego 2010
Piękna instalacja
niestety nie jest to eksponat z muzeum sztuki nowoczesnej.

ten węzeł cieplny(?) dokładnie świadczy o jego projektancie, wykonawcy i właścicielu budynku.
zero wrażliwości estetycznej
i rozumu
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Turcy poszli na całość:
w niewielkiej odległości o morza (Śródziemnego) postawili kompleks hotelowy  (5*) udający dość nieudolnie brytyjski statek pasażerski Queen Elizabeth.
budynek ma dziób (ze szkła) i kominy (okrągłe walce z dykty?) i chyba kilkaset pokoi na kilku pokładach (piętrach). w środku jest wszystko co w hotelu - restauracje, dyskoteki, bary itd...
a wokół wybudowali baseny, a przy nich pawilony z apartamentami hotelowymi imitujące port.

tylko po co ?
Imitacja luksusu, imitacja dobrej architektury okrętowej, imitacja dobrego smaku.
mam wrażenie, że w tym hotelu imituje się również wypoczynek.


wtorek, 12 stycznia 2010

budynek przychodni i apteki.
typowy ale uroczo przyozdobiony doklejoną żelbetową kolumnadą i pilastrami zwieńczonymi fantazyjnymi głowicami.
jeżeli do takiego arcydzieła dołączy się wykonawstwo i materiały z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku oraz współczesny brud i chuligaństwo to powstaje, coś co można określić jako slumsy użyteczności publicznej.

a wszystko w Łodzi na osiedlu Radogoszcz.
gratulacje dla właścicieli przychodni i apteki za wrażliwość estetyczną.
widać w Łodzi ludzie do chlewu też przyjdą.
p.s.
po zapoznaniu się z komentarzami pragnę dodać, że prawie w każdym mieście w Polsce jest wiele podobnie zdewastowanych, a jednak użytkowanych budynków.
informuję, ze nie jest moim zamiarem obrażanie Łodzian - klientów czy też pacjentów korzystających z budynku.
powyższa deklaracja nie dotyczy właścicieli budynku i firm w nim zlokalizowanych. jeżeli ci się poczuli obrażeni to jest o.k.